Jeśli chcesz zacząć tworzyć swoje produkty online, na pewno spotkałaś się z opowieściami osób, które twierdzą, że to wspaniały biznes, ponieważ “rach ciach” bierzesz telefon, nagrywasz filmik, wrzucasz post na bloga i reklamę (oczywiście za 0 zł!) na Facebooka i już zarabiasz miliony.

Tak, można nagrywać telefonem wartościowe materiały (świetnym przykładem jest Pani Swojego Czasu, która pierwsze kursy właśnie tak tworzyła). Można też płacić grosze za reklamę na Facebooku (uczy tego między innymi Marta Krasnodębska w swoich kursach i grupie “Hakerki Sukcesu BOOTCAMP Strategia Biznesu Online”).

Tak naprawdę kurs czy ebooka można stworzyć naprawdę niewielkim kosztem.

Tylko po co, skoro można też urobić się po pachy.

 

Ja wybrałam oczywiście drugą drogę, ponieważ chciałam od początku zbudować mój biznes online tak profesjonalnie jak tylko się da.

Dlatego kupiłam własną platformę kursową, stworzyłam sobie domowe studio nagrań z dobrym oświetleniem, tłem fotograficznym i mikrofonem, który miał zapewnić moim klientkom komfort słuchania mnie.

Kupiłam program do obróbki video, żeby moje filmy były takie jak należy.

Podłączyłam płatności, żeby klientki nie musiały za bardzo się wysilać robiąc tradycyjny przelew.

Dodatkowo zainwestowałam w kurs, który nauczył mnie jak przygotować kurs online tak, żeby był naprawdę wartościowy, dawał klientkom najlepsze rezultaty, a przy tym był inny niż wszystkie dostępne na rynku.

Oczywiście najpierw też zainwestowałam w swoją wiedzę w postaci różnych merytorycznych kursów, szkoleń i książek.

 

Jak dotąd inwestuję w biznes online, który tworzę od początku roku.

Przekroczyłam nieco budżet, który przeznaczyłam sobie na te inwestycje, ale też przez te kilka miesięcy zrobiłam znacznie więcej niż planowałam na cały ten rok.

Moim początkowym założeniem było poświęcenie całego roku na “rozhulanie” bloga i przygotowanie jednego kursu online.

 

Na dzień dzisiejszy mam już 3 płatne produkty cyfrowe:

1.Kurs: “Zestaw narzędzi do osiągania celów w biznesie”,

kurs online cele w biznesie

2.Kurs “Magia ceny”,

kurs magia ceny

3.Ebook “Jak zdobyć dobrze płacących klientów w biznesie usługowym”,

 

Nie mogę jeszcze powiedzieć, że mam jakiekolwiek doświadczenie w tym, jak się robi biznes online, bo działam aktywnie (wcześniej jedynie uczyłam się teoretycznie i podpatrywałam innych) dopiero kilka miesięcy.

 

 

Jednak mam już kilka wniosków, którymi chciałam się z Wami podzielić.

 

Wniosek nr 1

 

Każdego dnia jestem lepsza w tym, co robię.

 

Nadal nie jestem perfekcyjna.

Ale widzę ogromną różnicę choćby w wyglądzie stron sprzedażowych pierwszego produktu i ostatniego.

To jest po prostu niesamowite, jak wiele nauczyłam się przez te kilka miesięcy.

 

   Pierwszy kurs kosztował mnie ogromnie dużo czasu, wysiłku i pieniędzy.

Ale też potraktowałam go jako kurs, który ma być dla mnie takim “ćwiczeniem” – chciałam popełnić wszystkie możliwe błędy (i chyba mi się udało), żeby nauczyć się jak najwięcej.

Efekt chyba osiągnęłam.

Największym błędem było chyba to, że promocję kursu zrobiłam “po swojemu”, czyli zamiast słuchać rad bardziej doświadczonych, zrobiłam tak jak mnie się akurat wydawało, że będzie OK.

Sprzedałam kurs, owszem, klientki były zadowolone, jednak nie w takiej ilości, jaką planowałam w wersji “minimum”.

Tak jak niejednokrotnie już wcześniej w różnych miejscach wspominałam, po prostu to nie był kurs, który promuję całym sercem.

 

   Drugim produktem, który stworzyłam był ebook “Jak zdobyć dobrze płacących klientów w biznesie usługowym”.

Samo jego stworzenie było już mniej pracochłonne niż kursu o celach, chociaż muszę uczciwie przyznać, że nie napisałam go w godzinę ani dwie.

Znacznie więcej czasu mi zajął niż przypuszczałam, w trakcie pisania przeszukiwałam różne źródła i mocno zgłębiłam temat.

Jednak reakcja klientek na tego ebooka przeszła moje najśmielsze oczekiwania.

Podziękowania, maile, wiadomości na messenger…

To chyba ta cenniejsza, niematerialna część wynagrodzenia za wysiłek, który w coś wkładamy.

Uczucie, kiedy klientka dziękuje za wiedzę, którą dostaje jest bezcenne!

 

   Kurs “Magia ceny” był moim “ukochanym dzieckiem” i będę promować go całym sercem, bo uważam, że jest niezwykle wartościowy dla kobiet, które mają problem z wyceną swojej pracy.

Ten kurs już promowałam bardziej strategicznie, to znaczy zdobyłam się na odwagę i poprowadziłam 5-dniowe wyzwanie cenowe na Facebooku. (możesz zdobyć materiały z wyzwania jeśli się nie załapałaś!)

I tutaj niespodzianka!

Okazało się, że taka forma pracy bardzo mi odpowiada!

Wyzwanie było fantastyczne, uczestniczki zachwycone, a ja przez całe 5 dni podekscytowana i pełna energii.

Oczywiście, włożyłam w nie też znacznie więcej pracy, niż początkowo planowałam, ale też bardzo wiele wyniosłam.

Przede wszystkim przekonałam się, że kontakt na żywo z kursantkami jest fantastyczny.

Dziewczyny były tak zaangażowane, pomagały sobie wzajemnie i pracowały bardzo ciężko i uczciwie nad swoimi cenami.

 

Lekcja dla mnie z tego wyzwaniadzielenie się wiedzą daje niesamowitą radość, ale atmosfera i społeczność, która powstała przez te kilka dni są bezcenne i trzeba tego doświadczyć na własnej skórze, bo niespecjalnie potrafię słowami opisać te emocje.

Tego się nie spodziewałam, to wyzwanie było dla mnie naprawdę wyzwaniem!

Bałam się, że nie uda mi się go przeprowadzić dobrze, że będzie totalną porażką.

Ale też każdego dnia i z każdym działaniem, jakie podejmuję czuję, że jestem coraz lepsza.

Wyzwanie samo w sobie dało mi ogromnie dużo nowych wniosków i umiejętności.

Coraz szybciej mi idą poszczególne zadania, coraz lepiej wyglądają strony zapisu na kurs, coraz bardziej sprawnie edytuje mi się materiały na platformie kursowej.

Coraz mniej się też stresuję prowadzeniem transmisji na żywo i samą sprzedażą moich produktów.

Nikt nie jest dobry od razu, tylko działanie uczy i sprawia, że jesteśmy coraz lepsi.

 

Wniosek nr 2

Nie masz pojęcia ile czasu i pracy coś będzie Cię kosztowało, dopóki tego nie zrobisz.

 

Na początku wydawało mi się, że potrafię oszacować czas, który będzie mi potrzebny do przygotowania kursu, pdfa czy wyzwania.

Okazuje się, że wszystkie te rzeczy wymagały tego czasu ZNACZNIE więcej, niż początkowo założyłam.

Dodatkowo, kiedy słuchałam o tym, że promocja kursu kosztuje mnóstwo wysiłku i energii, niespecjalnie to do mnie docierało.

Teraz dopiero widzę, że odpowiadanie na pytania, reagowanie na problemy, czy wszelkie inne próby ogarnięcia rzeczywistości naprawdę pochłonęły mnóstwo mojej energii.

Jednocześnie czuje się szczęśliwa i wypompowana.

Trochę jakbym ukończyła ultramaraton (chociaż tak naprawdę bladego pojęcia nie mam jak się czuje człowiek, który ukończył ultramaraton, bo nawet nie biegam!).

 

Ale z pewnością powtórzę zarówno wyzwanie, jak i promocje kolejnych kursów, które mam w planach stworzyć.

 

Wniosek nr 3

Żeby stworzyć produkt, który daje dochód pasywny trzeba się najpierw bardzo napracować.

 

Nawet urobić po pachy.

Kiedy ktoś Ci obiecuje, że w tydzień stworzysz kurs online, na którym będziesz świetnie zarabiać… najprawdopodobniej nie bierze pod uwagę wielu problemów początkujących osób.

Nie twierdzę,  że to niemożliwe, ale uważam, że ja dopiero za jakiś czas będę w stanie tak szybko stworzyć produkt, na dodatek nie mając pewności, czy na nim zarobię.

Dla mnie, według moich obecnych doświadczeń, biznes online jest przede wszystkim dla osób cierpliwych i pracowitych, które naprawdę potrafią przez wiele miesięcy pracować na pierwszy zysk.

Uważam też, że początkowo niezbędne są pewne inwestycje, które bardzo długo mogą się nie zwrócić.

I chociaż ja nie należę do osób cierpliwych, uważam, że w tym przypadku cierpliwość jest jednak bardzo istotna.

Ponieważ ja buduję swój biznes trochę “na luzie” (to znaczy mam stabilne źródło dochodu, nie uzależniam swojego “być albo nie być” od dochodów w tego biznesu), mogę pozwolić sobie na to, żeby długo budować i inwestować zanim zacznę naprawdę zarabiać.

Jednak osoby skuszone obietnicą szybkich zysków bez inwestycji mogą być niemile zaskoczone.

 

Wniosek nr 4

Nie masz pojęcia, kto będzie Twoim klientem.

 

Czasem zaskakuje mnie, że moje produkty kupują osoby, które nie udzielały się podczas liveów, czy nie były w ogóle aktywne w grupie.

Tak zwani “cichoczytacze” ujawniają się i zamawiają produkty.

To bardzo miłe, ale też bardzo zaskakujące.

 

Wniosek nr 5

Nie patrz na innych, tylko rób swoje.

 

To chyba najważniejsza lekcja, którą chciałabym przekazać.

Jeszcze niedawno, zanim odważyłam się zacząć całe to blogowo-kursowe zamieszanie, zastanawiałam się co ludzie pomyślą o lekarce, która uczy biznesu.

Zastanawiałam się, czy ktokolwiek będzie mnie w ogóle słuchał.

Bałam się reakcji innych, opinii innych (nawet tych, którzy w dobrej wierze chcieli przekazać mi, że nie mam żadnego autorytetu w tych dziedzinach), zdania innych.

W pewnym momencie postanowiłam, że nie będę zwracała na to uwagi, tylko zacznę działać, a jak komuś nie pasuje, nie musi mnie ani czytać ani słuchać.

I to była rozsądna decyzja.

Dzisiaj widzę, że gdybym nadal się zastanawiała, ominęłoby mnie mnóstwo cudownych chwil, jak te, kiedy widzę, że dziewczyny korzystają z wiedzy, którą im przekazują i dziękują, że otworzyłam im oczy na pewne tematy.

Klientki, które kupują kurs i piszą, jak strasznie się cieszą, że mnie znalazły dają niesamowitą motywację do dalszej pracy.

I do tego, żeby robić to, co się chce robić i nie zawracać sobie głowy opinią innych.

 

To chyba tyle wniosków “na szybko”.

Chciałam napisać właśnie “na świeżo”, zamiast z perspektywy czasu, bo może komuś te doświadczenia posłużą, a perspektywa czasu zmienia nieco nasz odbiór wydarzeń.

Dlatego jeśli jesteś w takim miejscu – myślisz o swoich produktach, lub już je tworzysz – wyciągnij z tego artykułu ile dasz radę dla siebie, a jeśli masz podobne, lub skrajnie odmienne doświadczenia – podziel się nimi proszę w komentarzu.

A jeśli masz ochotę na ebooka, albo jeden z moich kursów – możesz je kupić klikając w obrazek poniżej.

kurs magia ceny

kurs online cele w biznesie

WYZWANIE CENOWE – materiały.

Webinar „Neuromarketing – Kolory Twojego Biznesu”

 

Udostępnisz ten artykuł na Facebooku? Dziękuję!



 

Dagna Banaś

Jestem chyba jedyną lekarką, która bloguje i nagrywa podcast o biznesie dla kobiet.

Połączenie wiedzy medycznej i zainteresowania marketingiem sprawiło, że wprowadzam do świata kobiecych biznesów temat neuromarketingu i uczę jak docierać bezpośrednio do mózgu (i serca) Twojego klienta.

View all posts

14 komentarzy

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Cieszy mnie, że zaczynamy głośno mówić o tym, że biznes online to jest ciężka praca, a nie tylko nagrywanie telefonem filmików, które potem rozchodzą się same. Myślę też, że warto w tym wszystkim pamiętać o sobie – swoich predyspozycjach i talentach. I dobierać do siebie i swojego temperamentu – sposoby działania i formę 🙂 Ja na przykład nie stworzyłam nigdy kursu online – to, co proponuję to książka „Autentyczność przyciąga” oraz warsztaty online – samodzielna praca przy wsparciu grupy, w której najważniejszy jest cel – samodzielne napisanie tekstu o sobie . Z mojej strony wymaga to większego zaangażowania i bardziej indywidualnego podejścia do każdego uczestnika oraz czasu na przeczytanie i informację zwrotną, Ale ta formuła sprawdziła się już dwa razy i w jej wyniku powstały świetne teksty – a mnie praca w takiej grupie dodaje energii.

    • Aniu gratuluję książki – słyszałam o niej mnóstwo pozytywnych opinii, chociaż (wstyd się przyznać) sama nie czytałam. To prawda, że trzeba brać pod uwagę swoje predyspozycje, ale ja uważam też, że trzeba próbować różnych rzeczy, bo czasem wydaje nam się, że się do czegoś nie nadajemy, a dopiero jak spróbujemy – okazuje się, że to jest właśnie nasze flow. JA tak miałam z wyzwaniami. Teraz zakończyłam kolejne – dotyczące zdobywania klientów – i wiem już, że taka forma pracy jest dla mnie bardzo satysfakcjonująca, a uczestniczki naprawdę korzystają i niesamowicie się angażują. A kiedy startowałam z wyzwaniem cenowym bałam się okropnie, że to będzie klapa!

  • Dagna,
    świetny post. Pokazałaś jak wygląda biznes online z tej „niecukierkowej” strony. Mimo, że jak napisałaś, kosztuje dużo pracy, czasu i inwestycji też, to czuję się zmotywowana żeby również to robić. Dałaś motywację do działania i dziękuję za to 🙂 Pamiętam jak startowałaś z blogiem,( chyba jestem z Tobą od samego początku, ale jestem raczej z tych ukrytych Czytelniczek) i powiem tak, wielki podziw i szacunek dla Ciebie za to co zrobiłaś w takim krótkim czasie 🙂 Kibicuję Ci bardzo 🙂

    • Alicja dziękuję za miłe słowa i za kibicowanie – wbrew pozorom to naprawdę bardzo potrzebne! Dobrze wiedzieć, że są takie czytelniczki, które śledzą, po cichu czytają i korzystają z tego, co robię 🙂 Cieszę się, że zmotywowałam Cię do wejścia w ten biznes, bo naprawdę mnie daje on bardzo wiele radości i satysfakcji. A w dzisiejszych czasach, kiedy możemy sobie na wiele pozwolić, dzięki temu, że mamy dostęp do naprawdę fantastycznych technologii – po prostu szkoda by było nie korzystać! Trzymam kciuki za Twój biznes!

  • Nie tworzę co prawda kursów, ale inny typ biznesu online. I powiem tak: urobić się po pachy trzeba zawsze, jeśli chce się zarabiać. I to nie tylko na początku. Dobry marketing, monitoring konkurencji i udoskonalanie produktu to trzy rzeczy, które trzeba robić ciągle. Z niczego nie ma nic. Jeśli za jakiś czas spoczniesz na laurach, bo „coś tam się w sumie sprzedaje”, to zarobisz mało. Dla mnie – za mało.

    • Słuszna uwaga. Jednak odnośnie biznesów online wciąż panuje przekonanie, ze wystarczy nagrać kurs telefonem i od razu zarabiany miliony. Chciałam podzielić się moim doświadczeniem, ponieważ podeszłam do tematu trochę inaczej i chociaż bardzo wiele dało mi to, co tworzę (choćby mnóstwo cudownych kobiet, które naprawdę korzystają z mojej wiedzy), to chciałam pokazać, że nie tylko tęcze i jednorożce mieszkają w online’owym świecie.

  • Bardzo dziękuję za ten wpis. Ja działam od niedawna w świecie online, który jest mi jeszcze dość obcy, ale na szczęście z dnia na dzień mniej:) Oswajam się z nim i czasami czuję, że mało go rozumiem, więc inwestuję w naukę i promocję mnóstwo pieniędzy. Podeszłam od razu do takiego biznesu, jak do mojego biznesu offline, czyli założyłam, że aby zobaczyć zyski i rozwój potrzeba zainwestować i energię i czas i pieniądze. Cieszy mnie, że tak szczerze piszesz o trudach i przeszkodach oraz podkreślasz, że to nie jest łatwy kawałek chleba, tylko normalny biznes, którego trzeba doglądać, nieustannie rozwijać i się uczyć. Z przyjemnością obserwuję Twoje postępy i kibicuj z całego serca!

    • Klaudia bardzo Ci dziękuję za miłe słowa. To co piszesz, to bardzo cenna uwaga – biznes online to taki sam biznes jak ten offline i tak samo wymaga pracy, czasu i inwestycji. Ja zainwestowałam trochę więcej niż początkowo planowałam, ale tak to zwykle jest, że kiedy zaczynamy nie mamy pojęcia jakie będą realne koszty biznesu i co wydarzy się po drodze. Dlatego trzeba założyć, że budżet przekroczymy. I z drugiej strony w biznesie offline zwykle nie oczekujemy, że od razu zaczniemy zarabiać, a takie oczekiwania mamy odnośnie biznesu online. A te biznesy aż tak bardzo się od siebie nie różnią.

  • Jestem fotografem i specjalizuję się w fotografii rodzinnej, ślubnej i biznesowej. Przyznam szczerze, że byłam sceptycznie nastawiona do „Wyzwania cenowego” ale stwierdziłam spróbuję bo lubię Dagnę (poznałam ją wykonując jej sesję biznesową do bloga) i przecież nic nie stracę, ok trochę czasu ale zaryzykowałam i nie żałuję 🙂 Dlaczego? Ano dlatego, że zmobilizowało mnie do zmian w ofercie i cennikach, otwarło oczy na kilka niby oczywistych spraw. Co prawda wyczuwałam intuicyjnie, że trzeba część zmian w ofertach zrobić i niby wiedziałam nawet w jakim plus minus kierunku ale … nie robiłam tego. Potwierdziły się też niektóre moje przemyślenia o budowaniu niezwykłej historii produktu nie poparte wcześniejszą wiedzą merytoryczną w tej działce. Kurs mnie wreszcie zmobilizował do pewnych zmian. Jestem po etapie wstępnego uproszczenia cenników i w trakcie przygotowania udostępnienia jeszcze bardziej uproszczonej wersji na moją www. Tak w ogóle to bardzo ciekawa sprawa ten neuromarketing sensoryczny 🙂 Co jeszcze w moim odczuciu jest na duży plus „Wyzwania cenowego” to fakt, że omawia się publicznie ale w wąskim gronie uczestniczek poszczególne biznesy biorących udział w wyzwaniu analizując je i włączają się do tego nawzajem uczestniczki … Dagna prowadzi, doradza ale i wewnętrznie grupa żyje i sobie pomaga. Plusem jest kameralność bo jednak nie chcemy tak zupełnie publicznie analizować swoich ofert i cen. Polecam!

    • Dziękuję Jolu za Twoje wnioski, a także udział w wyzwaniu i opinię! Strasznie cieszą takie słowa i to, że naprawdę wdrażacie wiedzę i macie świetne efekty!

  • Dziękuję Aniu za polecenie i Twoje wnioski z wyzwania! Strasznie się cieszę, że tyle wspaniałych kobiet skorzystało w ciągu tych 5 dni i poprawiło coś w swoich biznesach!

  • „Uczestnictwo w wyzwaniu cenowym zmobilizowało mnie do opracowania cennika i do umieszczenia go w sieci. Wreszcie znalazłam odpowiedz na 2 pytania 1) czy i dlaczego cennik powinien być umieszczony na stronie www 2) jaka powinna być idealna cena (idealna wcale nie oznacza niska!). Ponieważ reprezentuję branżę kreatywną mój cennik też jest inny niż wszystkie. Włożyłam w niego serce i swoje umiejętności (obsługi programów graficznych i excela). A to wszystko dzięki inspiracji i wyzwaniu. Czuję, że dzięki wskazówkom Dagny odwaliłam kawał dobrej roboty. Polecam!!!!!

Zapisz się na newsletter – dostaniesz ode mnie coś fajnego – ebooka „Co koniecznie musisz mieć na stronie internetowej” oraz 10-dniowe Biznesowe Inspiracje

zarabiaj na pisaniu

zBLOGowani.pl