Porad odnośnie tego, jak zaplanować dzień, tydzień, rok, sukces jest wszędzie całe ogromne mnóstwo.

Dlatego w tym artykule chciałabym poruszyć temat od innej strony.

 

Jak nie planować?

Czego absolutnie powinnaś unikać jeśli chodzi o planowanie?

Co sprawia, że mimo, że planujesz, tak naprawdę nie realizujesz swoich celów?

 

Mnie też zdarza się czasem zaplanować coś tak, że z automatu skazuję się na niepowodzenie.

Dlatego właśnie chciałabym Cię przestrzec przed popełnianiem takich błędów.

 

A największe błędy w planowaniu to moim zdaniem

 

Brak priorytetów

 

Jeśli masz więcej, niż 3 priorytety, to znaczy, że nie masz żadnego.

 

Priorytet to priorytet i nie ma opcji, żeby wszystko mogło być priorytetem.

Musisz wybrać.

 

Żeby zrealizować cel konieczna jest koncentracja.

 

Jeśli zaplanujesz jednoczesną realizację 467 celów, masz 100% pewności, że nie zrealizujesz żadnego.

I nie myl z listą 1000 marzeń, o której pisałam już na blogu.

Zapisuj marzenia, cele, pomysły, jednak jeśli chodzi o planowanie wybierz tylko to, czym naprawdę zamierzasz się zająć.

Planowanie to sztuka wyboru.

Musisz wybrać, z czego zrezygnujesz, żeby osiągnąć to, co jest dla Ciebie ważne.

Wróć.

Najważniejsze.

Samo „ważne” to jeszcze za mało, żeby móc spokojnie zrezygnować z innych ważnych spraw.

Musisz ustalić, co jest dla Ciebie absolutnie najważniejsze, dla czego jesteś w stanie odpuścić wszystko inne.

I to wcale nie musi być ratowanie świata.

Możesz, masz pełne prawo do tego, żeby Twoje cele były ważne dla Ciebie, żeby były egoistyczne, żeby ich realizacja przynosiła Ci przyjemne uczucie spełnienia, radości, satysfakcji.

Wiele osób, zwłaszcza kobiet, boi się stawiać siebie na pierwszym miejscu w obawie, że zostaną posądzone o egoizm, o to, że ich cele nie naprawiają świata.

Zwłaszcza cele finansowe.

Jeśli chcesz zarobić pieniądze, bo marzy Ci się super samochód, albo miesiąc w ekskluzywnym SPA, masz do tego pełne prawo. To też może być Twój priorytet. Absolutnie nie ma się czego wstydzić.

Pamiętaj, że priorytety ustalasz Ty sama i tylko Ty masz prawo zdecydować, co się na liście priorytetów znajdzie. A tu są maksymalnie 3 miejsca, więc wybierz dobrze! (dobrze= dobrze dla Ciebie!)

I nikt nie ma prawa Cię oceniać.

 

 

Zabójca realizacji celów – pełny kalendarz

 

Ogromnym błędem, który zdarzało mi się wcześniej popełniać podczas planowania było wypełnianie kalendarza po brzegi.

Bo przecież doba ma 24 godziny, to spokojnie zmieszczę w niej 879 zadań.

Nie, to tak nie działa.

Odkąd jestem mamą wiem, że przychodzi taki magiczny czas w roku, jak okres przeziębień.

Wtedy mamy możliwość spędzenia mnóstwa czasu z naszymi najukochańszymi, smarkającymi pociechami (ja mam taką możliwość, z czego naprawdę się cieszę). Smarkające najukochańsze oczywiście rozumie, że mama musi załatwić kilka spraw związanych z pracą i obiecuje, że przez cały dzień będzie leżeć w łóżeczku, czytać książeczki i oglądać bajeczki.

To oczywiście wszystko wielka ściema, bo najukochańsze smarkające najlepiej realizuje się jednak w wymyślaniu zajęć dla mamy. Przynajmniej moje tak ma.

Dlatego już nie wierzę, że naprawdę popracuję w skupieniu, kiedy w domu jest moja pociecha.

Pełny kalendarz w takiej sytuacji sprawia, że trzeba przekładać to, co było zaplanowane na potem. Tylko jak wcisnąć coś w to „potem”, kiedy tez jest zapełnione po brzegi?

 

 

Wiecznie niedokończone – kasujemy zamiast przekładać

 

Jeśli coś odkładasz w nieskończoność, najprawdopodobniej przepisywanie tego do listy zadań na kolejny tydzień najzwyczajniej nie ma sensu.

Nauczyłam się już, że są sprawy, którymi i tak się nie zajmę.

Dlatego nauczyłam się je wykreślać.

Pewne rzeczy trzeba oddelegować, z innych zrezygnować.

Jeśli coś nie było dla mnie na tyle ważne, żeby zająć się tym przez ostatni miesiąc, jeśli odkładam to wiecznie na kolejny tydzień, to prawdopodobnie nie jest warte mojego czasu i mojej uwagi.

Więc podejmuję próbę załatwienia tego od razu, a jeśli po 10 minutach uznaję, że i tak tego nie zrobię – wykreślam.

 

Zapamiętam, co mam zrobić – czy aby na pewno to dobry plan?

 

Miałam taki okres w życiu, kiedy wydawało mi się, że nie muszę wszystkiego zapisywać. 

W tym okresie realizowałam znacznie mniej celów, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. 

No bo jak miałam wiedzieć, że czegoś nie zrobiłam, jeśli najzwyczajniej w świecie o tym zapomniałam?

Teraz już nie popełniam tego błędu. Zawsze pod ręką mam kartkę, na której planuję, a następnie odhaczam wykonane już zadania. 

Poza kartką oczywiście kalendarz (dokładnie ten, który znajdziesz w sklepie gotowy do wydrukowania).

Nie ma sensu zawracać sobie głowy sprawami, które można przelać na papier, uwalniając tym samym zasoby naszego mózgu i pozwalając mu kreatywnie pracować nad realizacją tego, co właśnie pojawiło się na papierze. Jednak wiele osób ciągle tego nie robi. Ja przekonałam się na własnej skórze, jak ogromna jest różnica w ilości zrealizowanych projektów, kiedy wszystko zapisuję. 

A Ty jakie błędy w planowaniu popełniasz?

Podziel się proszę w komentarzu.

 

zarabiaj na pisaniu

zBLOGowani.pl